Rozmowy z Fredem część II.

Rozmowy z Fredem część II.

cd…..

Fred: Przyszły trzy Nowozelandki. dwie takie normalne, a jedna – co tu dużo mówić – potężna.
Powiedzmy, że miała na imię Kate.

MatiA potężna to ile to kilo?

Fred: Podejrzewam, że koło stówki. I jedna chciała helixa, druga tragusa, a Kate wymarzyła sobie surface’a
na karku i że ona pierwsza, bo długo czekała na ten piercing. Okej, żaden problem. Kate usiadła,
stanąłem za nią, przymierzyłem kolczyk, zdezynfekowałem, wymierzyłem, mazakiem zrobiłem
kropeczki, przystawiam jej lusterko. ‘Czy tak pasuje?’, ‘Tak, pasuje’. I pyta mnie, czy to będzie boleć,
to mówię, że poczuje, ale bardzo bolesne to nie będzie. A w tamtych czasach nie było jeszcze sprzętu
dedykowanego stricte do piercingu; większość to były narzędzia ze szpitali adaptowane do przekłuć.
A Kate miała bardzo sztywną skórę, więc musiałem użyć najdłuższych kleszczy jakie miałem.
Złapałem. I przekłucie polega na tym, że igłę wbijasz w pionie na 3mm, zmieniasz kąt, jedziesz pod
skórą równo, a potem wychodzisz. Jestem pod koniec drogi i nagle czuję, że ona mi zaczyna
odjeżdżać do przodu. I widzę, że jej głowa już opadła i ona leci. Bez słowa, w ciszy kompletnie. Stary.
Nie utrzymam stukilowej babki na jednych kleszczach i igle. Mówię do tych koleżanek, żeby stanęły
bo obu stronach i żeby ją przytrzymały, żeby ona nie upadła. A one wpadły w panikę. Jedna
podskoczyła, złapała Kate za rękę i wykrzykuje ‘ONA JEST ZIMNA, ONA JEST ZIMNA!’ i zemdlała.                                Ta druga podbiegła, złapała Kate za szyję i krzyczy, że ona nie oddycha. A ja ją trzymam tylko na
kleszczach i igle.

Mati: I co robisz?

Fred: Wiem już, że muszę zsunąć ją z fotela. Tej co nie zemdlała mówię, żeby poszła do sklepu po Coca-
Colę.

Mati: I Kate jest nadal nieprzytomna?

Fred: Tak. w końcu stwierdziłem, że pierdolę ten piercing, że najpierw trzeba ją doprowadzić do porządku.
Zsunąłem Kate z fotela, wyciągnąłem tę igłę i trysnęła krew. Puściłem kleszcze, ona się położyła na
bok, kilka sekund i już miałem czerwoną kałużę na podłodze. Łapię za ręczniki, tamuję tę krew. Ta
druga omdlona się przebudziła i pierwsze co widzi, to moje zakrwawione ręce. I zemdlałą znowu.
wbiega trzecia z Coca-Colą. Pokój zajebany krwią, ona przerażona i na szczęście wtedy Kate zaczęła
wracać do siebie. Ja ją za włosy, daję jej tę Coca-Colę do picia i jest już lepiej. Kolory jej wróciły, już się
ciepła zrobiła. Ta druga też się przebudziła, jest już spokojniej. Poleżeliśmy tak w ciszy z minutę, na
rękach mam krew, na podłodze krew, po czym Kate podnosi się i mówi:

Mati: I jak tam ten kolczyk wyszedł? Fajnie wygląda?

Fred: kochana – mówię – kolczyk, to ty zrobisz sobie za kilka tygodni, jak ci się to zagoi.
Rozpłakała się, że ona tak bardzo chciała. A te koleżanki, jak zobaczyły, że już wszystko ok, to zrobiły
sobie jedna helixa druga tragusa i one rozświergolone, a ta jej koleżanka smutna i zapłakana wyszła z
nimi.

Koniec cz.II